Zbrodniarki,
czyli kto? Czy szokujący czyn - morderstwo, nawet popełnione „z zimną krwią”
jest czymś z założenia złym, bez odcieni i całkowicie definiującym tego, kto
zabija? Media kreują wizerunki jednoznaczne, jeśli w ogóle kuszą się o
tworzenie portretów, zwykle przekazują odbiorcom fakty, w dodatku fakty suche
lub niepełne lub nie do końca rzetelne, nie skłaniające do zastanawiania się
nad motywami i samą postacią, mordercą, a przecież ludzie nie są czarno-biali,
mają swoje historie, a do dramatycznych czynów popychają ich często niemniej
dramatyczne przeżycia.
"Zimne" to pięć opowieści, o kobietach które zabiły lub o których tak mówiono. Które nazwano zbrodniarkami, nie wnikając w szczegóły, czasami nawet nie dociekając prawdy. To co w książce zaskakuje i uderza już po przeczytaniu 2-3 reportaży, to pojmowanie "sprawiedliwość", to jak bardzo łatwo da się nią sterować, stosować różne miary, jak niewiele wspólnego ma z obiektywizmem. Z drugiej strony - uderza sztywność tej samej sprawiedliwości, jak szybko kostnieje po jej ogłoszeniu. Jak wielką moc mają słowa, choć nie wszystkie i nie wszystkich.
Marek Łuszczyna daje nam szansę zrozumienia i dokonania oceny (raczej niejednoznacznej).
Przedstawia historie kobiet, które wcale nie okazują się „zimne”, pokazuje ich
ludzką twarz, odtwarza ich życia, emocje, szuka przyczyn, różnych odcieni. Nie
usprawiedliwia i nie wybiela – ale pozwala czytelnikowi zastanowić się nad ich
losem. Każda z kobiet opisanych w książce jest inna, w ich historiach punktem
wspólnym jest śmierć i to nawet nie śmierć do której się przyczyniły, a śmierć
która została wpisana w ich życie. Nie jest to popularne spojrzenie, a bardzo
interesujące.
Słuszne zakwestionowanie oczywistości i próba
rekonstrukcji obrazów – efekty są różne – smutne, zaskakujące. Nie odnajdziecie
schematu. Książka uświadamia wielość perspektyw i sposobów rozpatrywania
„zbrodni”. Łuszczyna opisuje coś, co ja bym określiła po prostu jako ludzką
reakcję. Na rzeczywistość, doświadczenie etc. W tych historiach nie ma
„urodzonych morderców”, są zwykli ludzie, mało tego - ludzie, których potrafimy
zrozumieć i próbujemy usprawiedliwiać, tłumaczyć. Bardzo ważna jest też
różnorodność opisywanych historii, kompletnie odmienne okoliczności i postacie,
dzięki którym książka nabiera uniwersalnych rysów, mówi coś nie o konkretnej
osobie, ale też o człowieku, świecie jako takim.
Bardzo przypadł mi do gustu sposób pisania
Łuszczyny, nielinearny, z zaburzoną chronologią, ale za to gawędziarski,
ożywiający historie. Portrety są rzetelne, niesugerujące, a
jednocześnie pełne autorskiego spojrzenia. Historia nie jest opowiedziana przez
ducha, Łuszczyna jest cały czas w książce obecny. Pojawia się w roli tego,
który chce zrozumieć, zobaczyć więcej i dokładniej, mocno się angażuje i jest
to odczuwalne – w pozytywnym sensie. Jest takim hamulcem, wraca do pierwotnych
pytań, przypomina, że to o czym pisze, to rzeczywistość, a nie teoretyczne, czy
literackie dywagacje. Mówi o swoich odczuciach i wątpliwościach wprost i
pośrednio poprzez sposób prowadzenia narracji. Opowiada ze swojej perspektywy,
dlatego jest obecny w każdym słowie – niewielu mamy tak piszących
reportażystów, a tych których potrafię wymienić wielu uznaje za „tych wielkich”.
„Zimne”, to bardzo dobry reportaż. Dużo lepszy niż
się spodziewałam! Temat potraktowany został z odpowiednią powagą, nie ociera
się nawet o „skandal”, „sensację”. A
sięgając po takie książki, jest zawsze obawa, że skoro nie będzie to naukowe
opracowanie, a reportaż – może się różnie skończyć. Jest to zresztą trudne –
skonstruowanie opowieści tak, by każdemu zapewnić należyty szacunek i ochronę,
by nie ulec wpływom i przedsądom, by zachować umysł otwarty. Łuszczynie się to
wszystko udało, a dodatkowo udaje mu się to również w odniesieniu do tych, którzy
jego książkę czytają.
Reportaż warto przeczytać. Wiele osób narzeka na
sposób prowadzenia narracji, ale to co innym przeszkadza, może okazać się tym
co was zachwyci. Styl Łuszczyny na pewno się
wyróżnia i nie pozostawia czytelnika wobec siebie obojętnym. Jeśli
jednak lubicie polskie reportaże – zwróćcie uwagę na „Zimne”. Dla mnie sposób
pisania Łuszczyny jest „typowo polski”, kojarzy mi się z polską szkołą
reportażu i od razu przywodzi na myśl kilka wielkich nazwisk (choć jeśli chodzi
o tematykę, to skojarzenie jest jedno – Truman Capote). Książka będzie też
gratką dla tych, którzy przyjemność znajdują w samym języku i obserwowaniu co
można z jego pomocą zrobić, jak można pięknie nim kształtować rzeczywistość,
tworzyć niepowtarzalne i ulotne obrazy, a jednocześnie opisywać prawdę
Ocena: 7+/10
Recenzja bierze udział w Wyzwaniach: