Literaturę typowo kobiecą u mnie znaleźć możecie rzadko, bardzo rzadko. Nie dlatego, że jestem uprzedzona, czy jej nie lubię, ale dlatego, że do większości książek nie ciągnie mnie nic lub prawie nic. Można powiedzieć, że jako gatunek wydaje mi się nieatrakcyjna, a by go zgłębiać w celach czysto poznawczych nie miałam nigdy odpowiedniej motywacji. "Dworek Longbourn" wydał mi się warty uwagi, ze względu na pomysł i rodzaj historii. Powieść-negatyw "Dumy i uprzedzenia".
Postaci znane z kart powieści Jane Austen zostają sprowadzone do roli tła, Jo Baker tworzy opowieść o służbie, która w "Dumie i uprzedzeniu" istniała, ale raczej jako duchy, niewymienieni często nawet z imienia, postacie oczywiste i nic nieznaczące. Bennetowie w "Dworku.." siłą rzeczy posiadają moc sprawczą - to wokół nich toczy się całe życie, również służby, ale dla czytelnika ich historia pozostaje bez znaczenia, nie ma szans stać się historią zrozumiałą, logiczną. Dociera w postaci strzępków, krótkich zdań, plotek - porażając banalnością, a jednocześnie ukazując bezsilność i podmiotowość Polly, państwa Hillów, Sary, Jamesa, czyli całej służby, która ma być nie tylko niezawodna, ale też niewidzialna, której człowieczeństwo jest niewskazane.
Sama historia nie wychodzi poza gatunkowe ramy - jest tu miłość, tajemnica, rozłąka, tęsknota. Główną bohaterką jest Sara, młoda dziewczyna, niepotrafiąca pogodzić się ze swoją rolą pokojówki, odważna marzycielka. Poznajemy ją w momencie, w którym w Longbourn pojawia się James - lokaj, budzący w dziewczynie nieznane uczucia - mieszankę strachu, ciekawości.. ostatecznie, oczywiście, zidentyfikowaną jako miłość. Sara przeżywa pierwsze uniesienia (raczej platoniczne i/lub nieśmiałe), dojrzewa, itd. Można znaleźć tu mnóstwo analogicznych do "Dumy i uprzedzenia" wątków i motywów, trochę gorzej rokujących, trochę bardziej dramatycznych - ale jak najbardziej analogicznych.
Obie powieści przenikają się nie tylko na technicznym poziomie, ale również fabularnym, na pewno będzie to gratka dla miłośników Austen. Można odnaleźć tu pewną krytykę, czyli coś czego ja spodziewałam się w pierwszej kolejności, ale niestety trzeba nastawić się też na cały "ciężar gatunkowy". "Dworek Longbourn" bez wątpliwości jest książką rozrywkową, romansem. Nie doszukałam się tu ironii i humoru, krytyka jest na drugim miejscu i nie zawsze wyraźna. "Duma i uprzedzenie" posłużyło jako tło i tyle. "Dworek.." jest kuchenną obyczajówką, z ciekawym historycznym zapleczem, dobrze zbudowaną, ale raczej nie skupiającą się na społecznych problemach i mocno ugrzecznioną.
Uchyla rąbka, ale nie obnaża. Jest oparta na świetnym pomyśle, dającym bardzo duże możliwości. Niestety, nie zostają one w pełni wykorzystane. Być może miałam zbyt wysokie oczekiwania, być może to kwestia nastawienia na innego typu lekturę - ale dlaczego nie miałabym mieć takich oczekiwań, dlaczego nie miałabym być wymagająca? Jestem rozczarowana, że tak dobry temat został zrealizowany w (momentami nieznośnie) lekki i konwencjonalny sposób. Książka została napisana przez miłośniczkę Jane Austen - i dla miłośników Jane Austen. Cała potencjalna przewrotność została zmarnowana.
Książka nie spełniła moich oczekiwań, ale nie mogę na tej podstawie jej oceniać. Właściwie pozostanie w konwencji stawia Jo Baker jeszcze wyższy próg - trudno mierzyć się z klasyką literatury.. Jakby na "Dworek.." nie spojrzeć - wypada tylko przeciętnie. Nie dostarcza zbyt wielu informacji o czasach, nie wywołuje zbyt wielu emocji, nie nazwałabym go też lekturą "od której nie można się oderwać". Mimo początkowego kredytu zaufania - mogę powiedzieć tylko, że książka była łatwa i dość przyjemna, a z czystym sumieniem mogę polecić ją tylko miłośnikom gatunku.
Ocena: 5+/10
Ocena: 5+/10