Katrine na co dzień mieszka w Londynie, gdzie żyje w sposób do granic uporządkowany, rozsądny. Ma pieniądze, odpowiedniego partnera, dobrą pracę. Z tej sielanki wyrywa ją informacja o bardzo złym stanie zdrowia jej matki. Wraca do Szwecji - zająć się sprawami rodzinnymi, jak się okazuje - mocno zaniedbanymi. Przeglądając zaległą korespondencję odkrywa, że jej matka, która nigdy nie wspominała o swojej rodzinie i dzieciństwie na dalekiej północy - posiada dom. I to dom, który ktoś chce kupić za małą fortunę. Dreszczyk emocji, rodzinna tajemnica i nagła niechęć do londyńskiego życia sprawia, że młoda kobieta decyduje się na podróż do miejsca, w którym wychowała się jej matka. Podróż, która okaże się dużo dłuższa i niebezpieczna, niż początkowo przypuszczała.
W tym samym czasie w domu sąsiadującym z domem do którego udaje się Katrine dochodzi do morderstwa. Niespodziewanie właśnie to wydarzenie umożliwia kobiecie przeprowadzenie własnego dochodzenia, poszukiwania swoich korzeni. Katrine, z zawodu dziennikarka, uruchamia swój naturalny zmysł i opierając się na faktach, starych artykułach, listach, zasłyszanych informacjach zaczyna poszukiwanie informacji, które pomogą jej stworzyć obraz siebie, swojej matki, rodziny, relacji, ale też całego społeczeństwa tej maleńkiej północnej wioski. Nadal pozostaje jednak kwestia tajemniczego kupca, który za walący się dom chce zapłacić wielką cenę.
Katrine jest w swoich działaniach absolutnie nieustępliwa, a jako że swoje poszukiwania jest skłonna przeciągać w nieskończoność - również bardzo skuteczna. Niestety, również z tych samych powodów, ściąga kłopoty, budzi duchy i wyciąga na światło dzienne wszelkie tajemnice, kwestie o których wszyscy inni zgodnie milczą. Nieświadomie i z radosną naiwnością pakuje się w kłopoty :)
Tove Alsterdal skonstruowała powieść wielowątkową i poruszającą sporo kwestii społeczno-tożsamościowych. Udało jej się sportretować Szwecję w kilku, skrajnie różnych odsłonach. Absolutnie nie jest to kryminał, a raczej książka o poszukiwaniu i odkrywaniu siebie, w której wątek kryminalny jest wpisany w życie i w ostatecznym rozrachunku znajduje dość banalne i przyziemne rozwiązanie, nieodrywające myśli, a raczej uzupełniające, to wszystko co Katrine doświadcza podczas swojej "podróży sentymentalnej". Wszystko wpisuje się w pewną estetykę, jest spójne, a wątki obyczajowe i kryminalne są względem siebie komplementarne, nawet przez moment nie odnosi się wrażenia, że jeden z nich istnieje kosztem drugiego, czy że wzajemnie się wykluczają. Książka jest harmonijna i nie rozgrywa się na dwóch płaszczyznach, a raczej na bardzo różnorodnym terenie, dzięki czemu jest w stanie zaskoczyć różnorodnością.
Ogromną zaletą jest bardzo dobre kreowanie bohaterów. Nawet postacie występujące w tle, pojawiające się 1-2 razy na kartach powieści - są charakterystyczne i autentyczne. Opis dociera do sedna, nie ma miejsca na ozdobniki - a żadna postać nie pojawia się tylko jako nośnik informacji, nie ma "kwestii do wypowiedzenia", ma nadać kolorytu i właśnie tak się dzieje. Uderzyło mnie to, że Alsterdal tworzy pewien dynamiczny obraz, pisze nieszablonowo, dzięki czemu można skupić się na aktualnie czytanym zdaniu, napięcie buduje zupełnie inaczej, niż dzieje się to w przypadku większości kryminałów. Skupia się jednocześnie na szczególe i całości.
Ostatnio bardzo często czuję przesyt książkami gatunkowymi, zwłaszcza wszelkimi kryminałami, thrillerami itd., konieczne jest moim zdaniem przeformułowanie znaczeń i poszerzenie horyzontów. I tutaj się to dzieje. Nie powiedziałabym, żeby była to literatura wybitna, w dodatku mam wrażenie, że została ona zbyt dosłownie przetłumaczona, trochę bez polotu, mam też garść zastrzeżeń do korekty, ale czytało się ją dobrze, miała w sobie coś hipnotycznego, mrocznego i świeżego jednocześnie. Po prostu dobra książka - tylko tyle i aż tyle.
Ocena: 7-/10
Recenzja bierze udział w wyzwaniach: