sobota, 8 listopada 2014

Piotr Adamczyk - Dom tęsknot

Niezwykle wdzięczne tematy: dom, rodzina, pamięć, przemijanie i do tego burzliwa historia i zderzenie kultur. We wrocławskiej, poniemieckiej kamienicy istnieje pewien mikroświat, mała ojczyzna, kompletnie nie związana z ziemią, a z tym co przez ponad pół wieku tworzyło się między ludźmi. Więzi, własne legendy i tajemnice. Piotr Adamczyk zaczyna snuć swoją historię z perspektywy dziecka, od pierwszych wspomnień, przedstawia coś absolutnie nieuchwytnego, niewidocznego z zewnątrz, a co już od samego początku nierozerwalnie wiąże się z różnymi odcieniami tęsknoty, przemijania, śmierci. Opisuje całe życie Piotra - dorastanie, wielką miłość, powodzenia i niepowodzenia, całą drogę.. do celu? Najpierw wspólne tworzenie, budowanie, dalej - długą drogę w dół, i na koniec upadek, a raczej zniknięcie (ludzi) i rozpad (świata). 

Piotr zostaje niczym ostatni człowiek na ziemi. Autor w piękny sposób przedstawia filigranowość rzeczywistości, jednoczesną bezwzględność, a przy tym całkowitą subiektywność. Adamczyk opisuje świat, którego już nie ma, który przeminął i nigdy nie wróci. "Dom tęsknot" jest chyba najbardziej nostalgiczną książką jaką czytałam, a jednocześnie cudowną, ciepłą, pokazującą wartość, zwracającą uwagę na coś, co się skończyło w dużej mierze dlatego, że przez długi czas było czymś oczywistym. Już nie ma świata, w którym tak wielką rolę odgrywają duchy, historia, a wspólne zamieszkiwanie budynku  nie spaja. Adamczyk stworzył książkę nie tylko o ludziach, ale też o miejscu - o wspomnianej kamienicy, która dla jej mieszkańców wyznaczała granice świata, percepcji, była punktem odniesienia.

Nostalgię o której piszę raczej się odczuwa, niż widzi w samym tekście. Adamczyk pisze bowiem pięknie - lekko i żartobliwie, a przy tym najpiękniejszą polszczyzną z możliwych. Bawi się słowami i sensami, tworzy za pomocą słowa cały ten świat - nie opisuje, a właśnie tworzy, pozwala nam do niego wejść i przez chwilę zafunkcjonować w nim. Otrzymujemy bezcenne zaproszenie, możemy wejść w siatkę powiązań, więzi, tajemnic, między ludzi żyjących na skraju i styku, jakimś załamaniu rzeczywistości, zaprzeczeniu tego co teraz. Cudowne, niepowtarzalne.

Cudowne jest też to, że autor uniknął nadmiernego sentymentalizmu i uogólnień. Bardzo w tym pomogła na pewno pierwszoosobowa narracja, prowadzona w mistrzowski sposób, ewoluująca wraz z dorastaniem narratora i głównego bohatera. Wraz z nim zmienia się rzeczywistość, to po pierwsze, po drugie powojenne lata opisane z perspektywy dorastającego chłopca, żądnego przygód, wierzącego w mitologię, ze spojrzeniem czystym i w pozytywnym sensie ograniczonym - zabieg genialny, pozostawiający miejsce na niedopowiedzenia, snucie domysłów i jednoczesne lekkie potraktowanie pewnych tematów, ledwie ich muśnięcie i skupienie na meritum. 

Książka napisana jest w sposób bardzo plastyczny i żywy, nie nudzi nawet przez moment, przykuwa uwagę całkowicie i wciąga, każde słowo było w niej istotne, na swoim miejscu. Utwór idealny. Możecie mówić, że temat nie jest oryginalny, ale takiego ujęcia jeszcze nie było. Zdecydowanie warto czytać, szczególnie że mimo wszystko w książce znajdziecie też kawał historii, ale raczej takiej do przekazywania ustnie, która gdzieś może się zapodziać, umknąć, o którą trzeba szczególnie dbać. Chciałabym by była to książka dla każdego, aby każdy w niej znalazł coś dla siebie. I żywię szczerą nadzieję, że właśnie tak jest, że każdy kto się skusi - znajdzie coś dla siebie, da się zaczarować. "Dom tęsknot", to po prostu literatura najwyższych lotów, bardzo dobra książka, bez żadnych "ale".

Ocena: 10/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniach: