Charles Lidbergh oraz Anne Morrow Lindbergh to małżeństwo lotników - odkrywców, prekursorów lotów pasażerskich, wizjonerów, ludzi niezwykłych. W Stanach, głównie przed II Wojną Światową w oczach społeczeństwa byli kimś w rodzaju bohaterów narodowych, a przynajmniej był nim Charles. To on po raz pierwszy pokonał ocean i doleciał do Europy bez międzylądowań, w małym płóciennym samolociku, bez łączności z ziemią, samotnie, zyskując tym sławę i uwielbienie.
Anne długo żyła w cieniu bohatera, choć jej rola w kolejnych, wspólnych wyprawach była nie mniejsza niż męża. Znana stała się dopiero za sprawą tragicznych wydarzeń z życia prywatnego, później zasłynęła również jako pisarka. Nazwisko Lindbergh nie zginęło z upływem lat, nadal jest rozpoznawalne w Stanach. Melanie Benjamin pisząc "Żonę lotnika", a więc powieść biograficzną słynnego małżeństwa, zdecydowała się nie tylko na opowiedzenie ciekawej historii ale też na zmierzenie się z postaciami wręcz mitycznymi w USA i odczarowanie ich, nadanie im cech ludzkich, których przez wiele lat nikt nie dostrzegał.
Anne i Charles nigdy w czasach swej największej sławy nie byli traktowani przez Amerykę jak normalni ludzie. Cały kraj oszalał na ich punkcie, wtargnął do ich życia, bardzo brutalnie, nikt nie zważał na uczucia głównych zainteresowanych. Wiele lat ich życia można określić jako ciągłą walkę z prasą, później również zwykłym tłumem, walkę beznadziejną i wyczerpującą, nawet czytelnika.
![]() |
Anne Morrow Lindberg i Charles Lindberg (fot. pochodzi z http://viewlinerltd.blogspot.com) |
"Żona lotnika" opowiadana jest z perspektywy Anne Morrow Lindberg, jest fikcyjnym, acz niezwykle emocjonalnym zapisem życia rodziny Lindberghów. Książka napisana jest w formie wspomnień, z perspektywy Anne - staruszki. Zaczyna się jak bajka, opowieść zakochanej nastolatki o księciu z bajki. Jednak już wtedy zdajemy sobie sprawę, że będzie to opowieść tragiczna, raczej o niewoli niż wolności i raczej o samotności, a nie miłości.
To się oczywiście potwierdza, życie rozumiane jako fakty, nie jest łaskawe. Małżeństwo nie jest szczęśliwe. Jednak patrząc z perspektywy historia Anne jest niezwykła, ponieważ mówi o szukaniu siebie i swojego głosu, a także miejsca, czy drogi. Opowiada o błądzeniu, ale też o znajdowaniu, dochodzeniu do prawdy i o prawdziwym, świadomy spełnieniu. Okazuje się być czymś dużo, dużo więcej niż tylko ciekawą historią. Jest książką ważną, mówiącą o kwestiach ponadczasowych, nie bazującą na tym co minione, ale na pewnych uniwersaliach.
Melanie Benjamin stworzyła książkę zaskakującą, inspirowaną życiem Anne, wiarygodną, ale jednocześnie napisaną tak, by trafiała do współczesnego czytelnika. Mówiącą o tym co dobre i o tym co złe, nie do końca wierną wydarzeniom, czasami okrojoną, czasami podkoloryzowaną. Autorka jednak nie wybiela, a odbrązawia bohaterów powieści. "Żona lotnika" to powieść przemyślana, która poprzez opowiedzenie życia kobiety opowiada również historię kobiet w ogóle, ich drogę do mówienia swoim własnym głosem, realizowania swoich celów.
Jest niezwykła również pod względem językowym, bardzo żywo i barwnie napisana, momentami dosadna i prosta. Działająca na wyobraźnię, tworzona przy użyciu nie tylko słów ale też emocji bardzo zręcznie przelanych na papier. Określiłabym ją mianem literatury kobiecej z górnej półki. Mądrej, a jednocześnie łatwej w odbiorze i bazującej na znanych konwencjach. Dla miłośników takich wielkich historii na pewno ta książka będzie gratką, ale nie tylko im ją polecam. "Żona lotnika" jest po prostu świetną książką i myślę, że warto dać jej szansę, samemu się przekonać jaki to rodzaj prozy. Przypuszczam, że kobietom książka spodoba się bardziej, głównie dlatego że jest opowiedziana przez kobietę i z bardzo kobiecej perspektywy, pełnej emocji, nie skupiającej się na wydarzeniach, a na stanach wewnętrznych, jednak wcale nie uznaje za pewnik tego, że każdy mężczyzna ten głos odrzuci. Nieśmiało, polecam każdemu.
A za co w takim razie minus? Minus ogromny wręcz? A za to, że wydawca opisał na okładce całą książkę. Wszystkie zwroty akcji, kluczowe momenty. Dowiadujemy się nawet tego co Charles wyznaje na łożu śmierci. Jak tak teraz o tym myślę, to nawet 2 punkty powinny być za to odebrane polskiemu wydaniu. Ktoś się nie popisał przepisując słowa autorki - notabene zamieszczone na końcu książki, w formie komentarza, bynajmniej nie wstępu!
A za co w takim razie minus? Minus ogromny wręcz? A za to, że wydawca opisał na okładce całą książkę. Wszystkie zwroty akcji, kluczowe momenty. Dowiadujemy się nawet tego co Charles wyznaje na łożu śmierci. Jak tak teraz o tym myślę, to nawet 2 punkty powinny być za to odebrane polskiemu wydaniu. Ktoś się nie popisał przepisując słowa autorki - notabene zamieszczone na końcu książki, w formie komentarza, bynajmniej nie wstępu!
Ocena: 9/10
Recenzja bierze udział w wyzwaniu Czytamy Polecane Książki, książkę przeczytałam dzięki recenzji Karoliny z bloga Zwiedzam Wszechświat.