Książki i recenzje związane z hasłem: literatura amerykańska
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 czerwca 2016

Hanya Yanagihara - Małe życie

Książka z zeszłorocznej shortlisty tytułów nominowanych do nagrody Booker'a, rzecz która już z założenia nie może zawieść. I nie zawodzi, ba - robi ogromne wrażenie. Prostotą, mądrością, ciekawą perspektywą, ponadczasowością, autentycznością. Autorka opisuje wydarzenia ponad czterech dekad, a jednocześnie rezygnuje kompletnie z osadzania powieści w czasie, wyłuskując dzięki temu z jednej strony istotę każdego z bohaterów, z drugiej utrwalając pewne iluzje i marzenia, rzeczy o których chcemy myśleć jako odwiecznych, wiecznych i metafizycznych. Paradoksalnie obnażając ich kruchość, relatywność i zmienność. Opisuje człowieczeństwo.

Przez pierwszych kilkadziesiąt stron książki poznajemy historię czterech równoprawnych bohaterów: artysty JB, aktora Willema, architekta Malcolma i prawnika Juda. Każdy z nich jest kompletnie inny, mają bardzo różne doświadczenia, inaczej patrzą na świat, na siebie, na innych. Grupa przyjaciół, która przyjeżdża do Nowego Jorku, po studiach, pełna marzeń i ambicji, wszyscy na początku swojej drogi, nowi dorośli. Grupa piękna z zewnątrz, ale my poszukujemy pęknięć. Dla mnie te pierwsze strony były najgenialniejsze. Te strony, na których byli we czworo. Ostatecznie narracja zostaje zdominowana przez Juda, jedynego z bohaterów, który zamiast budować/odkrywać swoją tożsamość, stara się jej pozbyć. Nie chcę zdradzać jego historii, autorka nie bez powodu bardzo skąpo wydziela informacje. Powiem tylko, że był to moment wręcz piorunujący, gdy sobie uświadomiłam jaka jest zasadnicza różnica pomiędzy Judem, a resztą jego przyjaciół. Udało mi się pojąć więcej ze świata. Nie tylko przedstawionego.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Donna Tartt - Mały przyjaciel

Amerykańskie, upalne Południe, lata 70. XX wieku, typowe miasteczko, zwykła rodzina, wakacje i smutek.  Harriet Cleve Dufresnes ma 12 lat, a całe jej dotychczasowe życie upłynęło w cieniu tragicznej śmierci starszego brata. Kiedy Robin miał 9 lat został powieszony na drzewie, a okoliczności jego śmierci nigdy nie zostały wyjaśniona. Harriet podczas tych wydarzeń była niemowlęciem, nie pamięta ani swojego brata, ani nie zna rodzinnego życia. Jej matka zapadła się w sobie, pogrążyła w rozpaczy, jest zdolna tylko do chwilowych zrywów obecności. Ojciec pojawia się od święta, na co dzień pracując poza miastem, siostra przesypia całe dnie. Filarami życia dziewczynki są trzy stare ciotki, babka oraz Ida, gospodyni, która tak naprawdę wychowała Harriet i trzymała przez ostatnią dekadę dom w ryzach. Jak się okazuje postaci te są filarami mimowolnymi, nie ma mowy o równości relacji, samotność głównej bohaterki jest przejmująca.

wtorek, 24 maja 2016

Karen Joy Fowler - Nie posiadamy się ze szczęścia

Ta historia zaczyna się od środka. Rosemary Cook na pierwszy rzut oka jest absolutnie „normalna”, może odrobinę wycofana, indywidualistka, taka dziewczyna zawsze stojąca z boku, obserwatorka. Bezbarwna, ale jak najbardziej normalna. Historię opowiada nam 40-letnia wersja Rosemary, obierając perspektywę zagubionej studentki, ze wszystkich sił usiłującej ukryć wszystko co wyróżnia ją z tłumu, rozpaczliwie pragnącej akceptacji i spokoju. Przede wszystkim wewnętrznego – jak wiadomo łatwo projektować własne myśli na innych, tak naprawdę Rosemary sama sobie nie może odpuścić, pogodzić się z przeszłością i teraźniejszością, to nie ten tłum, w którym dziewczyna chce się skryć jest problemem, zmierzyć trzeba się z samym sobą. 

czwartek, 10 marca 2016

John Irving - Aleja Tajemnic

Styl Irvinga uwielbiam, nikt nie potrafi tak opowiadać jak on - gawędzić, przeplatać wątków, dziergać wielkiej historii z małych wydarzeń, tworzyć takich bohaterów. Jak nikt też radzi sobie z tematami powszechnie uważanymi za mniejsze lub większe tabu - kazirodztwem, prostytucją, wszelkimi patologiami (na pierwszy rzut oka), wszelkimi odchyleniami od tzw. normy. Opowiada historie niecodzienne, kreuje niecodzienne postaci, porusza się w "zakazanych" rejonach, wybiera tematy często trącące tanią sensacją i robi z nimi genialne rzeczy! Przede wszystkim opowiada je ZAWSZE jako historie najpiękniejsze na świecie - historie miłosne, sagi rodzinne, powieści drogi. Opowieści, w których to co zwykle jest stawiane na środku i przedstawiane jako wielka sensacja, staje się całkowicie normalne, pozostaje w sferze kontekstu, a sam Irving czytelniczą uwagę skupia na tym co łączy, a nie dzieli. Często okazuje się, że wielka sensacja staje się, skoro już może, małą drżącą istotką schowaną gdzieś w kącie..

środa, 23 grudnia 2015

Rachel Cohn, David Levithan - Księga wyzwań Dasha i Lily

Dziś życzliwie i przychylnie - niedługo Święta, a książka właśnie w takim klimacie, w dodatku tak słodko-niewinna i młodzieżowa. Historia marudnego Dasha i dość ekscentrycznej Lily, w tle Nowy Jork, kolędy, pierniczki. Ale też problemy rodzinne, mnóstwo ironii, humoru i różnego rodzaju relacji. Wszystko w bardzo liberalnej, współczesnej otoczce i śliczne jak z obrazka.

Lily uwielbia Święta, piecze ciastka, nosi sweter z Mikołajem, kolęduje po domach i... rozpacza, ponieważ jej rodzice wyjechali w spóźnioną o 20 lat podróż poślubną na Fidżi. Zostawili dziewczynę pod opieką starszego brata, który jednak planuje najbliższe dni spędzić z wybrankiem swego serca. Chłopak, aby znaleźć zajęcie dla Lily postanawia znaleźć męskie towarzystwo również jej - w kultowej księgarni pozostawia czerwony notes z zadaniami, które mają wyłonić odpowiedniego kandydata/kandydatów. Na zeszyt trafia Dash. Dash nie cierpi Świąt, cudem (a właściwie dzięki kłamstwom) udaje mu się uniknąć rodzinnego spotkania i zostać w mieście samemu. Rozwiązuje zagadki z zeszytu, jednak zamiast wykonać ostatnie polecenie - rzuca Lily wyzwanie, dając tym samym początek księdze wyzwań i kilkudniowej zeszytowej przyjaźni.

środa, 16 grudnia 2015

Steven Johnson - Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat

W codziennym życiu, na każdym kroku otaczają nas tak ogromnie skomplikowane przedmioty, że paradoksalnie mało kto poświęca swoją uwagę temu co leży u podstaw. Tak naprawdę kilka, kilkanaście wynalazków pchnęło ludzkość do przodu i umożliwiło lawinowy rozwój. Nowe technologie obecnie są tak powszechne i zmienne, że przestały zadziwiać i zastanawiać. Z różnych powodów człowiek przestał zastanawiać się również nad pochodzeniem otaczających go przedmiotów - i to pochodzeniem dosłownym: gdzie zostały wykonane? jak? przez co lub przez kogo?, jak i szerszym: jak doszło do ich wynalezienia? z jakich materiałów są wykonane? z jakich składają się części? Omija nas w ten sposób nie tylko wiedza o pojedynczym przedmiocie, ale też o całych schematach, jak choćby skala wykorzystywania maleńkich kółek zębatych. Fascynujące jest nie poznawanie suchych faktów i liczb, ale odnajdywanie powiązań i zależności, obejmujące również wgląd w przeszłość.

W końcu do punktu w jakim znajdujemy się dziś doszliśmy od zera. Wspólnie. Poprzez wymianę idei. Powoli. Steven Johnson przedstawia kilka przełomowych wycinków tej drogi, a czyni to w o tyle ciekawy sposób, że nie poprzestaje na pojawieniu się pomysłu, czy na rozwoju tegoż pomysłu, ale śledzi trajektorię raz wystrzelonej myśli-strzały. Od czasów Faraonów po dzień dzisiejszy. Wędrówka przez czas, ale przede wszystkim przez dziedziny - i nie chodzi tylko o wykorzystywanie tych samych materiałów, przedmiotów, czy nawet pracę nad nimi, ale o nierozerwalny łańcuch przyczynowo-skutkowy - czyli ciągłe pojawianie się nowych potrzeb i poszerzanie horyzontów oraz to co wyłania się w odpowiedzi.

czwartek, 19 listopada 2015

Jeffrey Eugenides - Middlesex

I jak tu pisać o tak dobrych książkach? Nie ma czego kwestionować, ani czego żałować, a doskonałość ciężko ubrać w słowa. Prawda jest jednak taka, że "Middlesex" jest dziełem genialnym. Pochłania bez reszty, dotyka najczulszych strun, wywołuje dreszcze, ukazuje piękno wszystkich barw życia. Eugenides pięknie i mądrze pisze o tym, co dobre i o tym, co bolesne. Dokopał się w mojej czytelniczej świadomości do stanów zapomnianych, a nawet wprowadził mnie w stany, w których ze względów obiektywnych nie mogłabym się znaleźć. Od czasów, kiedy dopiero co wchodziłam w świat literatury pięknej, od tych pierwszych, najmocniejszych doświadczeń, nie przeżywałam niemal żadnej książki z taką mocą. Jak tylko uświadomiłam sobie "co" czytam - zwolniłam tempo, ze względu na smutną świadomość, że "Middlesex" się skończy.

Cal. Około czterdziestoletni hermafrodyta opowiada historię recesywnego genu, wędrującego przez pokolenia, który ostatecznie sprawia, że z dziewczynki, którą był przez kilkanaście lat staje się mężczyzną, że urodził się bez określonej płci. Historia zaczyna się w Grecji, pierwsi na scenę wkraczają Desdemona i Lefty ze swoją zakazaną miłością. Piękną i niewinną, w wojennej scenerii. Dziadkowie Cala-Callie. Gen przechodzi z pokolenia na pokolenie, dźwigając jednocześnie ciężar historii. Zanim dotrzemy do Callie, a później Cala, do problemu z określeniem samego siebie, do wyjścia poza własną skalę, poznamy dokładnie całą sagę, przywiążemy się do postaci, poznamy i nauczymy się władać właśnie tą optyką, z którą Callie się zderzy.

niedziela, 8 listopada 2015

James Ellroy - Wielkie Nic

"Wielkie Nic", to drugi tom tzw. Pierwszego Kwartetu Los Angeles, pierwszy tom, to dużo szerzej znana "Czarna Dalia". Szerzej znana, ale przeze mnie nie czytana - i od razu odradzam pójścia w moje ślady! Powieści Ellroya są ze sobą mocno, nawet bardzo mocno powiązane, długo nie mogłam się połapać w postaciach, wydarzeniach, odwołaniach. Na pewno nie jest to samodzielna powieść, klimat jest gęsty i pełen intryg, Ellroy się nie powtarza i w "Wielkim Nic" niewiele miejsca poświęca na przypomnienie tego, co wydarzyło się w "Czarnej Dalii", a co w "Wielkim Nic" nadal jest żywe. W kategoriach miejskiej legendy historię Czarnej Dalii zna chyba większość z nas, ale w powieściach Ellroya zbrodnie są tylko tłem i metaforą, a sednem historii są osoby prowadzące śledztwo, ich życie osobiste i zawodowe.

Historia przedstawiona w "Wielkim Nic" jest skomplikowana, wielowątkowa, szczegółowa i zataczająca bardzo szerokie kręgi. Opisywane są w niej dwa śledztwa, które z czasem coraz mocniej się zazębiają, mnożąc niewiadome. Akcja toczy się w Los Angeles AD 1950, jest to czas szczególny, niespokojny, pełen podziałów, polityki i konspiracji. Cały klimat miast można znaleźć na kartach powieści, mamy tu wyzysk, narastający gniew, spiskujących komunistów, jazz i wyklęte dzielnice, skorumpowanych stróżów prawa. Bagno wciągające wszystkich, narastające zepsucie i złamane życia tonących.

środa, 7 października 2015

Roxana Saberi - Między światami. Moje życie i niewola w Iranie

31 stycznie 2009 roku Roxana Saberi - młoda amerykańsko-irańska dziennikarka - została zabrana ze swojego mieszkania w Teheranie na przesłuchanie. Jego wynik nie zadowolił śledczych i kobieta została przeniesiona do osnutego złą sławą więzienia Evin, w którym wielu przepadło bez wieści. Została oskarżona o szpiegostwo na rzecz USA. Po przerażająco groteskowych przesłuchaniach i procesie została skazana na 8 lat więzienia. Ostatecznie w Evin spędziła "tylko" 100 strasznych dni. 

Roxana Saberi pojechała do kraju swego ojca, jako dziennikarka, jednak po cofnięciu jej przepustki dziennikarskiej rozpoczęła pracę nad książką, która miała zachodniemu czytelnikowi ukazać Iran - jego blaski i cienie, cały koloryt. Roxana pokochała ten kraj i przede wszystkim tę miłość chciała przekazać. Nigdy nie szpiegowała, ba, nawet zbytnio nie mieszała się do spraw, które mogłyby zainteresować reżim. Nie obawiała się o swoje życie i wolność, również kiedy trafiła do więzienia - wierzyła, że jest to rutynowa i krótkotrwała kontrola.

sobota, 3 października 2015

Dan Simmons - Terror

W maju 1845 roku HMS Terror i HMS Erebus wyruszyły na poszukiwanie wśród arktycznych lodów przejścia Północno-Zachodniego. Wyprawie przewodził sir John Franklin, na statkach znaleźli się doświadczeni żeglarze i specjaliści, których wiedza i zmysły miały umożliwić przebycie lodowego labiryntu. Co się w rzeczywistości działo ze statkami? Tu można snuć jedynie domysły - pewne jest natomiast, to że ostatecznie zatonęły. Dan Simmons stworzył wizję powolnego pogrążania się w lodzie - raczej mającą niewiele wspólnego z prawdą, ale niezwykle sugestywną, fizyczną, z drugiej strony symboliczną i szalenie misterną.

Ogrom szczegółów może nudzić, może onieśmielić, w pewnym sensie autor tworzy historię całej wyprawy, każdego człowieka, który znalazł się na statku. Nikt nie pozostaje bezimienny.Choć jest tu kilku "opowiadaczy", postaci których głos słyszymy wyraźniej, to jak refren przez całą książkę powracają litanie nazwisk - tych którzy żyją, później nielicznych zmarłych, licznych zmarłych, nielicznych żywych... Książka jest długa i momentami żmudna, właściwie niewiele się w niej dzieje - złośliwie można by powiedzieć, że ludzie tylko chodzą po lodzie, w tę i z powrotem, marzną, chorują, czekają na jakiekolwiek wieści. A dla urozmaicenia akcji wprowadzony został jakiś potwór z lodu, który raz na kwartał kogoś unicestwia.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Greg Baxter - Lotnisko w Monachium

Bezimienny bohater snuje rozważania o swym życiu, jego sensie i celu, w czasie oczekiwania na lot powrotny z Niemiec do Stanów. Utknął na lotnisku wraz z ojcem oraz urzędniczką ambasady, która opiekowała się mężczyznami w czasie ich pobytu w Berlinie, spowodowanym koniecznością odbioru ciała Miriam - siostry młodszego mężczyzny. Kilka tygodni wspólnie spędzonych w Europie, różnorodny czas, pełen zarówno rozpaczy, smutku, jak i chwil wolności i radości bardziej niż cokolwiek okazał się wyczerpujący i obciążający psychicznie. Zarówno ojciec jak i syn są na skraju załamania nerwowego, w krytycznym punkcie.

Najpierw wyjazd, następnie długie oczekiwanie wyzwalają w głównym bohaterze powódź skojarzeń. Wraca do niego wiele wspomnień dawno pogrzebanych i zapomnianych, wszystko pojawia się lawinowo, przytłaczając i wywołując emocje zbyt liczne i gwałtowne. Pojawiające się obrazy są coraz bardziej rozpaczliwe, a uzupełniane są równie rozpaczliwymi gestami i czynami. Mężczyzna na różne sposoby, ocierające się o szaleństwo usiłuje zakotwiczyć się w rzeczywistości, wpada jednak w coraz bardziej deliryczne stany. Wystawiając sobie rachunek, odkrywa na jak wielu płaszczyznach zawiódł, jak wiele rzeczy zaprzepaścił, jak bardzo jest samotny, nieszcześliwy i obcy.

piątek, 15 maja 2015

William Lashner - Z krwi i kości

Kyle Byrne w wieku dwunastu lat traci ojca, choć był w jego życiu obecny bardzo sporadycznie, chłopak był do niego bardzo przywiązany i darzył go pełnym oddania dziecięcym uczuciem. Po śmierci tęsknota Kyle'a, zawsze w pewnej formie obecna, zaczyna być wieczna i ogromna. Czas wcale nie działa na korzyść chłopaka, w wieku dwudziestu kilku lat nadal widzi swego ojca w twarzach obcych ludzi. Tęsknota miesza się z goryczą i żalem, a także z żałobą po matce, która nigdy nie zapomniała o ojcu Kyle'a i która po jego śmierci pogrążyła się w swoim świecie, w którym syn zajmował miejsce drugorzędne. Ojciec Kyle'a był wziętym prawnikiem, należał do śmietanki towarzyskiej, Kyle i jego matka należeli jednak do "drugiej rodziny", trzymanej oficjalnie w tajemnicy, bez praw, również do pielęgnowania pamięci, prawdy itd. Wszystko to odbija się w chłopaku, który ledwo odnajduje się w świecie dorosłych.

Wiedziony ciekawością, która z boku wydaje się dość paranoiczna postanawia dowiedzieć się kim był, co robił, jak zginął starszy Byrne. Odkryć prawdę, jaka by nie była... Kyle z niezwykła wytrwałością dąży do celu, oczywiście napotyka przeszkody (głównie w postaci agresywnych mężczyzn), ale udaje mu się dotrzeć do tajemnic, o których mu się nie śniło, dowiedzieć nieco o sobie, swojej rodzinie, ojcu i jego nie zawsze czystych interesach. Duchy przeszłości czekają tylko na przebudzenie, Kyle błyskawicznie wikła się w kilka niebezpiecznych gier, zostaje dotkliwie pobity i trafia na listę podejrzanych o morderstwo. Chłopak, raczej życiowo mało rozgarnięty, duże dziecko rzucone w dziwny  świat dorosłych, na mroczny świat prawniczych przekrętów patrzy z lekką ekscytacją, trochę niedowierza, ale przede wszystkim to co się dzieje traktuje jak film, czy zabawę.

wtorek, 5 maja 2015

J. Paul Henderson - Ostatni bus do Coffeeville

Eugene Chaney, to emerytowany doktor, wdowiec, bez obaw, może nawet z lekkim zniecierpliwieniem czekający na kres życia. Bob - snajper-dezerter, obecnie ukrywający się na głębokiej prowincji, po wielu perypetiach wiodący spokojne życie u boku ukochanej. I Nancy, niegdyś pełna życia, zdecydowana i bezkompromisowa, obecnie starsza pani z początkami Alzheimera. Przyjaciele z czasów studenckich, od wielu lat żyjący z dala od siebie, spotykają się by odbyć dziwną i długą drogę, która zakończyć ma się eutanazją Nancy, którą niegdyś zadeklarował się przeprowadzić Eugene. Do tej trójki dołączają jeszcze Jack - syn chrzestny Eugena, pogodynek po załamaniu nerwowym, dla którego życie zaczyna się właśnie po raz kolejny oraz Eric - 11-letni autostopowicz-sierota, szukający z godnym podziwu uporem swojej kuzynki Suzanne, która wiedzie wyjątkowo niestałe życie tancerki erotycznej, a która jest jedyną osobą, która chłopcu pozostała.

W książce zawartych zostało 5 biografii, "Ostatni bus do Coffeeville" to tylko w połowie opis podróży, losy bohaterów śledzimy od pierwszego spotkania Boba, Eugene'a oraz Nancy. Książka pełna jest retrospekcji i nawiązań do przeszłości, wszystko co dzieje się "tu i teraz" ma swoje źródło w przeszłości. Pierwsza połowa książki, oparta jest głównie na retrospekcjach - baaardzo długi przedstawienie bohaterów zdecydowanie na plus, autor serwuje nam słodko gorzką opowieść z ciekawymi czasami w tle. Jest tu historia miłości, przyjaźni, trudnych relacji rodzinnych, różnorakich tęsknot, leków i pragnień. Młodości i tego jak niepostrzeżenie staje się tylko wspomnieniem.

niedziela, 11 stycznia 2015

Mira Jacob - Tango Lunatyków

Historie rodzinne, sagi w różnych wydaniach, to jedne z moich ulubionych literackich gatunków. Rodzina jako motyw jest moim zdaniem niezwykle wdzięczna, zresztą nie tylko jeśli chodzi o książki. To w niej wszystko widać jak w soczewce - zmiany, lęki, pragnienia. Rodzina jest doskonałym odbiciem - za jej pomocą można pokazać niemal wszystko, dlatego każda saga jest inna, zaskakująca, każda historia niepowtarzalna i posiada niepowtarzalne przesłanie. Dlaczego lubię książki, w których centrum jest ten dziwny twór - rodzina, mogłabym wymieniać od razu odnosząc się do "Tanga lunatyków". Okazała się to być pod wieloma względami książka wzorcowa. Kameralna, bez fajerwerków, a jednocześnie poruszająca, dotykająca sedna, prawdziwa, w pełni wykorzystująca mikro poziom, na którym operuje.

Thomas, Kamala, Amina i Akhil są migrantami z Indii, żyją w średniej wielkości amerykańskim miasteczku. Każdy z nich przystosował się/przystosowuje się do rzeczywistości od której nigdy nie przestanie odstawać. Każdy mierzy się z własnymi demonami, każdy jest postacią zupełnie różną, każdy w pewnym punkcie ruszył w inną stronę, drastycznie się od siebie oddalili. Każdy też ma swój skrawek szaleństwa, który pielęgnuje z jeszcze większą zawziętością, niż tzw. normalność. Historia toczy się dwutorowo. Z jednej strony jesteśmy świadkami wydarzeń z lat 80., wydarzeń, które zmieniły całe dalsze życie Eapenów. Druga część dzieje się pod koniec lat 90., w kolejnym punkcie przełomowym. Historie przeplatają się, obserwujemy skutek i przyczynę, oglądamy obraz rodziny zniszczonej, która nigdy nie wybaczyła sobie własnych błędów, która mimo miłości, jest słaba. I która mimo słabości, jest w stanie przetrwać najgorsze próby. Oglądanie początku i końca jest bardzo symboliczne, a jednocześnie pozostawia spore pole dla wyobraźni.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Andy Weir - Marsjanin

Sytuacja beznadziejna - wyobraź sobie, że koledzy zapomnieli zabrać Cię z Marsa. Pewnie, nie bez znaczenia jest fakt, że Mark, którego to spotkało jest inżynierem, botanikiem, ma gdzie mieszkać, a zapasy jedzenia wystarczą mu na najbliższych kilka miesięcy. Niemniej - sytuacja jest beznadziejna. Po pierwsze - nie może skontaktować się z nikim, nie może nawet powiedzieć, że żyje! Po drugie zapasy, mimo że są duże, to jednak niewystarczające. No i Mars nie jest zbyt gościnną planetą, każdy dzień jest ryzykowny, a Mark musi przeżyć ich ponad tysiąc, jeśli chce spróbować dotrwać do kolejnej, zaplanowanej już misji. To nie koniec - problemów jest tyle ile kart powieści - powietrze, woda, przestrzeń, awarie, czas, przemieszczanie się, anomalia pogodowe. 

"Marsjanin", to dziennik przetrwania, napisany został w pierwszej sobie, narratorem i głównym bohaterem jest Mark. Są to jego zapiski, czasami tylko uzupełniane krótkim wstępem, czy rozdziałem, w których poznajemy sytuację na Ziemi. Sposób prowadzenia fabuły - rewelacyjny. Wyliczenia, suche fakty, relacje z podejmowanych działań, nie nudzą nawet przez moment. Wszystko podane jest w bardzo lekkiej, ciekawej formie, naszpikowanej czarnym humorem i ironią. Czytelnik, nawet jeśli kompletnie nie jest w temacie - łapie wszystko w mig, skomplikowane zjawiska opisywane są dosłownie w kilku zdaniach, dzięki czemu akcja jest bardzo wartka, a napięcie cały czas rośnie, czytelnik jest w stanie przy zachowaniu odrobiny czujności zrozumieć wszystko co się dzieje, zacząć samodzielnie analizować i wyciągać wnioski itd. 

wtorek, 23 grudnia 2014

Dennis Lehane - Brudny szmal

Lubię takie opowieści - kameralne i skromne miejskie legendy. Historie ludzi, którzy nie istnieją dla świata, wydarzenia, które nic nie zmieniają i jednocześnie tworzą klimat, bez których każde miasto byłoby takie samo. Lehane, który przez długi czas raczył czytelników historiami dużo bardziej widowiskowymi, tym razem rezygnuje z całego blihtru, z superbohaterów i prostych rozwiązań. Tworzy historię rodzinną, portret miasta, smutne love story. Sporo w nim porachunków, gangsterskich przepychanek, śmierci, ale całości bliżej do dramatu, niż kryminału.

Kuzyni Bob i Marv prowadzą w Nowym Jorku niewielki, obskurny bar, zarabiają głównie na praniu brudnych pieniędzy, prowadzą jednak rodzinny biznes, jest w tym coś więcej, iskierka normalności. Wpisani są w krajobraz, w miejsce i życie, które prowadzą tak mocno, że właściwie nie zdają sobie sprawy z istnienia innej perspektywy. Bob, główny bohater jawi nam się jako człowiek o gołębim sercu, rozpaczliwie szukający odrobiny ciepła i bezpieczeństwa i który jednocześnie nie ma najmniejszego pojęcia o tym, co będzie dla niego dobre, czego chce. Przez całą książkę Bob rozpaczlwie walczy, nie tylko, ale przede wszystkim sam ze sobą. O wolność, niezależność działania, myślenia. Stara wypisać się z roli, a jest na etapie definiowania jej składników. Nie jesteśmy pewni, czy obserwujemy upadek, czy odrodzenie. Bob, Marv, inni bohaterowie tak naprawdę reprezentują pewne stereotypy, jednak mimo to fascynują. Podobnie sama historia. Nie jest to ksiażka, w której chodzi o powiew świeżości, w takich historiach szuka się znanych motywów, w nowych odsłonach. Wszystko opiera się na powtarzalności historii, losów. I mimo wszystko niedostrzegania tego w odniesieniu do siebie.

piątek, 19 grudnia 2014

Gillian Flynn - Mroczny zakątek

Libby Day jako siedmioletnia dziewczynka straciła niemal całą rodzinę - jej matka i dwie siostry zostały zamordowane, a jej starszy brat został skazany za tę zbrodnię. Obecnie ma 34 lata i właśnie kończą jej się pieniądze, które przez lata spływały z różnych stron, jako pomoc dla ofiary. Kobieta pod wszystkimi względami jest dysfunkcyjna - aspołeczna, w depresji, bez pracy, niezdolna do podjęcia jakiegokolwiek działania, wypisana ze społeczeństwa. Idąc dobrze sobie znaną drogą, chcąc zarobić na swojej rodzinnej historii, godzi się na spotkanie z osobami zainteresowanymi budzącymi wątpliwości lub nierozwiązanymi zagadkami kryminalnymi. Spotkanie to daje jej zupełnie nową perspektywę i powoli dociera do niej, że jej brat mógł zostać niesprawiedliwie osądzony (za sprawą zeznań zmanipulowanej dziewczynki, którą była). Początkowo godzi się na przeprowadzenie samodzielnego śledztwa ze względu na pieniądze, po czasie jednak jej motywacja się zmienia, po prostu chce odkryć prawdę, jaka by nie była.

piątek, 10 października 2014

Jenny Lawson - Udawajmy, że to się nie wydarzyło (przeważnie prawdziwa autobiografia)


Któryś raz z rzędu książka autobiograficzna. Tym razem jednak w nieco innym kontekście. Jenny Lawson jest amerykańską blogerką, poza tym zwyczajną kobietą – z mężem, dzieckiem, dziwacznymi rodzicami, problemami. Mówiąc „zwyczajna” mam na myśli – nie jest znaną pisarką (już jest), dziennikarką, piosenkarką, nie skonstruowała samolotu, ani nie wylazła rewolucyjnego leku (itd.), ale życie przez nią opisane nie jest zwyczajne nawet przez moment. Mam życie, takie jak sobie opiszę – ta książka pokazuje jak wiele w tym zdaniu prawdy.

Jenny zabiera nas w podróż przez całe swoje życie, pokazuje najciemniejsze zakamarki i z detalami opisuje momenty, w których całą sobą chciała zapaść się pod ziemię. Pokazuje trudy i to jak sobie z nimi radziła i radzi, przedstawia rodzinę, przyjaciół, przede wszystkim siebie. Maluje świat tak kolorowy i niesamowity, że aż niemożliwe by był czymś zmyślonym. Uświadamia jak wiele zależy od optyki, od stosunku do siebie i innych, a także jak różne są ludzkie reakcje na życie.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Charles Willeford - Nadzieja dla umarłych


Hoke Moseley, to starzejący się, bliski emerytury sierżant, z całych sił starający się przeżyć kolejny dzień, a do tego zrobić to według obowiązujących (czy też ad hoc ustalonych) zasad. Główny bohater serii jest kompletnie nieprzystosowany, nieżyciowy, niepoprawny politycznie - choć sam jest dumny z tego, że jest dokładnie odwrotnie. Jego dziwactwa są niegroźne, istnieją ku uciesze czytelnika, Ci którzy Hoke'a znają, są w stanie przymknąć oka na jego wybryki i dziwactwa. Mężczyzna mieszka w podrzędnym hotelu, w którym pełni funkcję dorywczego ochroniarza, żyje z dnia na dzień, a do problemów finansowych tak się przyzwyczaił, że przestały dla niego istnieć. Co drugą wypłatę wysyła swojej żonie, marzy o nowej, lepiej dopasowanej szczęce, stara się zrzucić zbędne kilogramy i odnaleźć się w nowej sytuacji zawodowej, w której to stał się partnerem młodej Kubanki. Ale przede wszystkim - żyje bez zobowiązań i jest jedyną osobą, za którą ponosi odpowiedzialność.

wtorek, 29 lipca 2014

John Green - Papierowe miasta

"Papierowe miasta" to moje drugie spotkanie z Greenem, po świetnej i ożywczej "SzukającAlaski" postanowiłam lepiej przyjrzeć się autorowi i jego fenomenowi. Literatura dla młodzieży jest do granic, w moim odczuciu wypełniona bezwartościowymi pozycjami, nastoletni czytelnicy nie są traktowani poważnie, a interesujących i rozwijających lektur jeszcze niedawno można było szukać tylko wśród literatury dla dorosłych. Kolejna rzecz, która mnie w tej materii uwierała, to sztywny podział na płeć, a co za tym idzie: idiotyczne wzorce, stereotypy, ograniczanie wyobraźni - same paskudztwa. :) Green do mnie trafił, właśnie dlatego, że z tym wszystkim udało mu się rozprawić.

„Papierowe miasta” to historia o miłości i dojrzewaniu, o momentach przełomowych i absorbujących do tego stopnia, jakby poza nimi nic nie było. Pochwała wolności – bez jej idealizowania. Głównym bohaterem jest Q., niezbyt popularny nastolatek, który ma niezwykle popularną sąsiadkę – Margo Roth Spiegelman – szkolną legendę, dziewczynę, której ulubionym zajęciem zdaje się być przekraczanie granic i łamanie zasad. Pewnej nocy w pokoju Q., po niemal 10-letniej nieobecności zjawia się Margo we własnej osobie i na kilka tygodni przed zakończeniem szkoły wprowadza totalny zamęt w życiu Q. i jego przyjaciół.