poniedziałek, 29 grudnia 2014

Andy Weir - Marsjanin

Sytuacja beznadziejna - wyobraź sobie, że koledzy zapomnieli zabrać Cię z Marsa. Pewnie, nie bez znaczenia jest fakt, że Mark, którego to spotkało jest inżynierem, botanikiem, ma gdzie mieszkać, a zapasy jedzenia wystarczą mu na najbliższych kilka miesięcy. Niemniej - sytuacja jest beznadziejna. Po pierwsze - nie może skontaktować się z nikim, nie może nawet powiedzieć, że żyje! Po drugie zapasy, mimo że są duże, to jednak niewystarczające. No i Mars nie jest zbyt gościnną planetą, każdy dzień jest ryzykowny, a Mark musi przeżyć ich ponad tysiąc, jeśli chce spróbować dotrwać do kolejnej, zaplanowanej już misji. To nie koniec - problemów jest tyle ile kart powieści - powietrze, woda, przestrzeń, awarie, czas, przemieszczanie się, anomalia pogodowe. 

"Marsjanin", to dziennik przetrwania, napisany został w pierwszej sobie, narratorem i głównym bohaterem jest Mark. Są to jego zapiski, czasami tylko uzupełniane krótkim wstępem, czy rozdziałem, w których poznajemy sytuację na Ziemi. Sposób prowadzenia fabuły - rewelacyjny. Wyliczenia, suche fakty, relacje z podejmowanych działań, nie nudzą nawet przez moment. Wszystko podane jest w bardzo lekkiej, ciekawej formie, naszpikowanej czarnym humorem i ironią. Czytelnik, nawet jeśli kompletnie nie jest w temacie - łapie wszystko w mig, skomplikowane zjawiska opisywane są dosłownie w kilku zdaniach, dzięki czemu akcja jest bardzo wartka, a napięcie cały czas rośnie, czytelnik jest w stanie przy zachowaniu odrobiny czujności zrozumieć wszystko co się dzieje, zacząć samodzielnie analizować i wyciągać wnioski itd. 

Autor książki wie o czym pisze, widać że ma z tego po prostu fun - i czytelnik się tym zaraża! Nie dość, że "Marsjanin" dostarcza dużo dobrej jakości rozrywki, to jeszcze przypomina i wskazuje jak ciekawa i satysfakcjonująca może być nauka. Przyznam, że nie tego się spodziewałam! Nie powiem czego konkretnie, ale przede wszystkim zupełnie innego klimatu. Mark jest bohaterem przesympatycznym, rozjaśniającym ten paskudny mrok, który ciągle na niego czyha. Pewnie, jest tu samotność, poczucie kresu itd., ale przede wszystkim jest człowiek, który sobie z tym wszystkim doskonale radzi.

Nie da się "Marsjanina" ocenić w "typowy" sposób - tu język, tam styl, ile wymiarów naliczyłam w bohaterze. Książka może nie przyciągać tematyką, jakbym zaczęła się rozwodzić nad stylem i konstrukcją - prawdopodobnie niejedną osobę bym zniechęciła (bynajmniej nie dlatego, że coś nie grało, czy było słabe - po prostu książka jest specyficznym monologiem, do tego raczej na techniczne tematy. I to jest mylące - po pierwsze nie ma tu za grosz monotonii, po drugie technika w wydaniu Andy'ego Weir'a nie powinna odstraszać, wszystko jest logiczne, proste i wciągające!). To co wyróżnia tę pozycję, to niewiarygodna charyzma. Chyba pierwszy raz używam tego słowa w odniesieniu do książki. Charyzma na każdym poziomie, piękne idee, nienachalnie przedstawione, ale cały czas obecne, umiłowanie nauki - zarówno to fikcyjne, jak i to płynące od autora. Książka jest autentyczna, może i stała się hitem, ale czuje się, że nie została napisana pod kogokolwiek, autor zaprasza do swojego świata i to jest piękne.

Polecam!

Ocena: 8+/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniach
Czytamy polecane książki (książkę polecała np. Paula)