poniedziałek, 24 lutego 2014

Harlan Coben - Bez śladu

Trzecia część serii o byłej gwieździe sportu, Myronie Bolitarze, który po poważnej kontuzji musiał zrezygnować ze sportowej kariery i został agentem sportowym. W wolnym czasie bawiącym się w detektywa. W "Bez śladu" duchy przeszłości dają o sobie znać - znika bez śladu gwiazda NBA New Jersey Dragons, Greg Downing - dawny rywal nr.1 Myrona. Bohater serii zostaje poproszony o chwilowy powrót do drużyny i próbę rozwiązania zagadki. Z pozoru prosta fabuła z każdą stroną się komplikuje, do śledztwa wkracza policja, pojawiają się trupy, lewicowi ekstremiści, mafia itd. 

Historia dla Myrona ma jednak znaczenie przede wszystkim osobiste - musi zmierzyć się ze swoimi wyobrażeniami, rozliczyć z przeszłością i podjąć kilka ważnych decyzji by pójść dalej. Samo śledztwo i kryminalna część książki - bardzo dobra. Skomplikowane, ale na tyle otwarte, że można spokojnie samemu próbować rozwikłać zagadkę. Co prawda mi się to nigdy nie udaje, ale w prozie Cobena lubię właśnie tę przejrzystość - mamy równanie, 1,2,3 niewiadome i mnóstwo wskazówek. Cały czas ma się ochotę główkować, ma się wrażenie, że chodzi tylko o chwilę uwagi, tylko jeden trybik musi przeskoczyć...

Muszę przyznać, że jest to główny powód, dla którego wracam raz po raz do serii z Myronem. Książki te nie powalają jeśli chodzi o język, bohaterowie budzą mieszane uczucia, klimat również nie do końca taki jak lubię.. Wszystko poza śledztwem było dla mnie nużące lub męczące. A już strasznie zmęczył mnie wątek miłosny w tej książce - Myron zastanawia się czy może zamieszkać ze swoją dziewczyną Jessicą, która 5 lat temu na jakiś czas od niego odeszła. Zastanawia się przez całą książkę. Co z początku jest zabawne, ponieważ ma 32 lata, mieszka z rodzicami i zdawało się, że podchodzi do życia z dystansem, ale jednak nie, w tej jednej kwestii Myron nie został obdarzony poczuciem humoru. 

Z kolei wszelkie inne kwestie Myrona są ciągiem dogryzek i prób zarzucenia żartem. Ten wszechobecny humor, niestety nie najwyższych lotów również zapisuję jako minus książki. Przez to, że nawet narrator żartuje nie ma w książce właściwie żadnego klimatu. Wszystko jest suche, lekkie i pobieżne. Wszystko wyjęte z jakiejkolwiek scenerii, dzieje się głównie w pustce, w której jest tylko - żartujący Myron i żartujący narrator. W późniejszych książkach autor trochę się opamiętał; i całe szczęście. 

Generalnie lubię Cobena, lubię zawiłość i jednoczesną prostotę śledztw prowadzonych przez jego bohaterów, różnorodność poruszanych tematów, niektórych bohaterów również po kilku książkach można poznać i polubić. Jednak "Bez śladu" jest dla mnie zbyt rozrywkowa, oprawa kompletnie nie pasuje do treści, zabrakło klimatu. No i tłumaczenie przyprawia o ból głowy - możliwe że słaby humor, to również wina tłumaczenia. Plusem twórczości Cobena jest to, że nie trzeba serii rozpoczynać od początku - i radzę właśnie tak zrobić, pierwsze kroki, szczególnie w tej serii są wyjątkowo nieporadne.

Ocena: 6-/10

Recenzja bierze udział w Kryminalnym Wyzwaniu.