Kontynuując literacką podróż na amerykańskie Południe lat 50. XX wieku (rozpoczęte "Suchą sierpniową trawą") sięgnęłam po komiks Howarda Cruse'a poruszający tematy rasizmu i homofobii. Akcja komiksu rozgrywa się w Calyfield, fikcyjnym miasteczku średniej wielkości. Narratorem historii jest Toland Polk, gej w średnim wieku, który w latach 50., jako młody człowiek trafił do barwnego towarzystwa złożonego z działaczy społecznych, homoseksualistów, czy czarnoskórej młodzieży. Dorastając mierzy się nie tylko z własnymi problemami, ale staje w obliczu konieczności przemyślenia wielu spraw, których wcześniej nie poddawał w wątpliwość, kształtuje się jego świadomość społeczna.
Z jednej strony walczy ze swoją orientacją seksualną, która ani trochę nie jest dla niego komfortowa, z drugiej pojawiają się problemy rodzinne, rozterki typowe dla nastolatków - pierwsze miłości, przyjaźnie. Z drugiej jego życie, początkowo wbrew jego woli i tylko częściowo, staje się wypełnione polityką i walką o różnego rodzaju prawa. Toland Polk jest zwykłym chłopakiem, dobrym, ale niezaangażowanym, nie robiącym nic złego, a przynajmniej nie świadomie. Trudno mu też pozbyć się egoistycznego spojrzenia na świat - angażuje się dopiero wtedy, gdy społeczna sytuacja krzyżuje się z jego sytuacją osobistą.
Powieściowość komiksu "Stuck Rubber Baby" cały czas jeszcze mnie zaskakuje, w narracji nie ma żadnej luki, autorowi udało się odmalować niezwykłą atmosferę panującą w latach 50. i przedstawić całą gamę emocji towarzyszącą bohaterom. Nie skupiał się też na jednym wątku, czy tylko społecznym wymiarze tego co działo się w Ameryce, ale też na osobistych dylematach i problemach bohaterów.
Wielkim plusem okazały się również ilustracje, które początkowo, podczas przeglądania tomu nieco mnie przytłoczyły i sprawiły, że po komiks sięgnęłam dopiero na fali poprzednio czytanej książki. Całość jest czarno-biała, bardzo "gęsta", a przy tym ilustracje początkowo wzbudziły mieszane uczucia.. nieszczególnie przypadł mi do gustu ich styl. Muszę jednak przyznać, że kiedy rozpoczęłam czytanie pojawił się niesamowity klimat, a każda ilustracja, odczytywana osobno trafiała "w punkt". Tutaj jednak mam malutkie zastrzeżenie do wydawcy komiksu - przydałoby się go wydać w nieco większym formacie. Po pierwsze dlatego, że wrażenie "gęstości" nie minęło - literki mogłyby być nieco większe, a i misterne ilustracje lepiej prezentowałyby się w większym formacie.
Oprócz tego małego zastrzeżenia, a przy tym trochę niechlujnej korekty (sporo literówek, kilka ewidentnie niedokończonych zdań i jedno słowo, którego nie udało mi się rozszyfrować..) nie mam komiksowi nic do zarzucenia. Świetna historia, która spodoba się nie tylko miłośnikom komiksów, ale po prostu dobrej literatury. Subtelna, aktualna, w formie, która spodoba się również młodzieży, ze świetnym tłem historycznym.
Ocena: 9+/10