Tożsamość, świadomość, wolność - czy nie to właśnie jest dla wielu najważniejsze? Co by było gdyby okazało się, że tak naprawdę są tylko iluzją, wgranym programem, częścią systemu? Przemek Angerman przedstawia właśnie taką sytuację - Richard Zonga dowiaduje się, że całe jego życie jest kłamstwem, że jego tożsamość jest sztuczną kreacją. Otrzymuje misję i kilka kawałków układanki, kilka kluczy dzięki którym otworzy kolejne drzwi, dotrze do szczegółów i informacji.
Zdaje się, że posiadł wielką wiedzę, która może poruszyć miliony - pytanie tylko, czy miliony chcą usłyszeć prawdę, czy może życie które wiodą - prawdziwe, czy nie - jest spełnieniem ich marzeń - prawdziwych, czy nie.. Czy sam Richard chce poznać prawdę i jakie będą tego konsekwencje? Wbrew pozorom podjęcie jakiejkolwiek decyzji jest trudne, a z każdą kolejną informacją bardziej bolesne. Szczególnie w sytuacji zawieszenia, w jakiej znalazł się główny bohater - kiedy nie można być pewnym żadnej cząstki siebie.
Książka Angermana od pierwszej strony jest niezwykle dynamiczna - brak tu klasycznego wstępu, czytelnik od razu rzucany jest na głęboką wodę. Przełomowy moment, czyli spotkanie Richarda z tytułowym Rodneyem Cullackiem i przekazanie szokujących informacji ma miejsce na pierwszej stronie - w całej sytuacji zaczynamy orientować się stopniowo, ale jednocześnie bez większych problemów. Świat przedstawiony, jest na wskroś futurystyczny i oryginalny, a jednocześnie nieprzekombinowany i opisywany w taki sposób, że czytelnik szybko wciąga się w fabułę, wielu rzeczy jest w stanie się domyślić, inne wyjaśniają się z czasem.
Po pierwszych strzelankach i morderczych wyścigach i gdy czytelnik jest już wstępnie zorientowany akcja nieco wyhamowuje, a właściwie przenosi się na inny poziom, dużo bardziej metafizyczny i symboliczny. Richard znajduje schronienie wśród innych wyklętych jednostek i tam, w końcu może odpowiednio przygotować się, przemyśleć to czego się dowiedział, poskładać wszystko w całość, a wraz z nim czytelnik wyrusza w swoją podróż.
"Tożsamość..." to science-fiction w najlepszym wydaniu, mocno symbolicznym i dającym mnóstwo powiązań z rzeczywistością, w której żyjemy. Zonga szuka odpowiedzi na pytania natury filozoficznej, dotyczące kwestii kluczowych również dla współczesnych ludzi. Z jednej strony lektura jest świetną rozrywką, z drugiej bardzo często wbija w fotel wnikliwością. Zaskakuje, co jest kolejną zaletą - do ostatniej strony trzyma w napięciu i nie jest prostą przypowiastką, której zakończenie można przewidzieć. Do ostatniej chwili mamy mnóstwo wątpliwości, czasami sytuacja jest kompletnie beznadziejna, a pojedyncze promyki nadziei bardzo szybko gasną.
Książkę można odczytywać na wielu poziomach i różnie interpretować, skłania do refleksji i jest niejednoznaczna. Wiele razy moje myśli wędrowały daleko za sprawą jakiegoś zdania, zdarzenia. Książka mówi o jednostkach, o społeczeństwie, o tym co się dzieje i stać się może. Jednocześnie jest bardzo dobrze napisana, żywo i bez zbędnego zadęcia. Na każdym poziomie była to lektura satysfakcjonująca. Mimo, że to debiut - na nic nie musiałam przymykać oka. :) Szczególnie polecam miłośnikom gatunku, ale myślę że śmiało może się na nią skusić każdy ceniący dobrą literaturę, ponieważ tak jak powinno być z dobrym science-fiction sceneria pozostała tylko scenerią - nie męczy, a do tego co ważne powinien dotrzeć każdy, bez względu na preferencje.
Ocena: 8+/10
Recenzja bierze udział w wyzwaniach: