Po kilku nieudanych próbach z kryminałami wydawnictwa Czarne postanowiłam spróbować jeszcze raz, ostatni jeśli pójdzie źle. Zachęcona pochlebnymi recenzjami "Lodowej kąpieli, uznałam że jest to książka idealna na tego typu próbę. Jeśli nie ta, to żadna - każdy w końcu potrzebuje granic i uproszczeń. Mimo wszystko udało podejść mi się do książki bez uprzedzeń i.. przeczytałam ją niemal jednym tchem, jak dawno nie zdarzyło mi się z żadną książką. Kompletnie przepadłam.W mojej głowie zaczął wyświetlać się film, a ja nie mogłam przestać go oglądać.
Książka zaczyna się dość niezobowiązująco - ot, dwa na pozór nieszczęśliwe wypadki, śmierci bez związku, proste sprawy. Utonięcie i wypadek w metrze z udziałem bezdomnej narkomanki. Sprawy łatwe do rozwiązania, jednak szybko pojawiają się wątpliwości co do faktycznego biegu zdarzeń. Pojawiają się anonimowi informatorzy, nieścisłości, a Lena prowadząca śledztwo kilkakrotnie spotyka na swojej drodze niejakiego Stiana Romera, który usiłuje ją zabić, a na temat którego przełożeni nakazują jej milczeć.. W śledztwie brakuje wielu elementów, jednak zatacza ono coraz szersze kręgi - zahaczając aż o parlament i inne szacowne instytucje, wykraczając nawet poza granice kraju. Śledztwa nie da się zamieść pod dywan, jak zdaje się wielu by pragnęło.
Poza wątkiem kryminalnym sporo miejsca poświęcono również życiu samej Leny, która w ciągu kilku tygodniu zmienia się w kłębek nerwów i na którą jednocześnie spada zdecydowanie zbyt wiele. Choroba, trudne i wyczerpujące śledztwo, zamieszanie w życiu uczuciowym, ciągłe zagrożenie życia. Również te dwie części po czasie zaczynają się zazębiać, a Lena słusznie czuje się wykorzystywana, nie potrafi jednak wyraźnie wskazać przez kogo.
Kiedy czytałam niezbyt byłam w stanie myśleć o tekście krytycznie, od pierwszej strony poczułam z książką i jej bohaterami więź, a z każdą stroną robiłam kolejny krok w ich stronę, stając się czytelnikiem totalnie im oddanym. Takie czytelnictwo uczestniczące, z przekroczoną granicą nawet :) Książka została napisana z niezwykłą naturalnością, podobnie jak skonstruowani zostali bohaterowie - zadziwiająco realni, naturalni, z wadami i zaletami, z krwi i kości.
"Lodowa kąpiel" to nie tylko literacka uczta, zresztą chyba nie użyłabym tego sformułowania w odniesieniu do niej, przede wszystkim "Lodowa kąpiel" była dla mnie ucztą wyobraźni. Książka ma bardzo ciekawą, choć klasyczną konstrukcję - brak retrospekcji, historię poznajemy jedynie z perspektywy policji, wszystko dzieje się dzień za dniem, chronologia nie jest zaburzona nawet na moment - dlatego zresztą, tak łatwo dałam się wciągnąć. Każdy dzień był napiętą gonitwą, w której pojawia się coraz więcej nowych punktów zaczepienia i która jest ze wszech stron sabotowana.
Realizm sytuacji był wręcz przytłaczający, a sposób narracji dawał możliwość poznawania słów, czynów, myśli bohaterów, ale analiza pozostała w gestii czytelnika. Do tego zaskakujące zakończenie, dające jednocześnie satysfakcję i bolesne, pozostawiające niesmak i uczucie pustki. W tej książce było wszystko, nie spodziewałam się tego. Polecam.
Ocena: 10/10
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:
Klucznik
Klucznik
Czytamy polecane książki (polecone przez Paulę)